Co jakiś czas spotykam się z opinią, że „nawet ateista żyje zgodnie z Dekalogiem.” Proszę mi wybaczyć brak skromności, ale uważam się za człowieka o zdrowym rozsądku bo nie zawracam sobie głowy religią, ergo bywam nazywany ateistą. Dekalog bierze się z religii, przepraszam.
Rozpatrzmy jednak ów Dekalog, a za wzór weźmy rzymsko-katolicki.
Jam jest Pan Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli.
1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. – na temat wstępu i pierwszego przykazania już się wypowiadałem.
2. Nie będziesz brał imienia Boga twego nadaremno. – dobre. Jako niewierzący nie wypowiadam słów „Boże!” czy „Jezus, Maria!”. Zabawne przy tym jest, że katolicy robią to nagminnie, odruchowo i bezwiednie.
3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił. – po co?
4. Czcij ojca swego i matkę swoją. – zależy. Jakbym miał rodziców podobnych Josefowi Fritzlowi to bym ich nie czcił.
5. Nie zabijaj. – znów zależy. W niektórych przypadkach jest to konieczne.
6. Nie cudzołóż. – zgodzę się, że zdrada małżeńska czy narzeczeńska jest podłością.
7. Nie kradnij. – musiałbym być kompletnym idiotą żeby bez czyjegoś prawienia samemu nie rozumieć, że kradzież jest rzeczą naganną.
8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. – chyba moje „ulubione”. Cały Dekalog nie zawiera jednoznacznego potępienia kłamstwa generalnie. Według niego nie wolno tylko „oczerniać”, ale po prostu łgać – wychodzi na to, że można. Szczególnie przydatne pedofilom w sutannach.
9. Nie pożądaj żony bliźniego swego. – nie pożądam.
10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest. – wyobraźmy sobie taki przypadek: marzy mi się Camaro ’75. Dysponuję gotówką pozwalającą nabyć wspaniale zachowany, zabytkowy egzemplarz i ktoś akurat ma na sprzedaż. Nie potrzebuje tego samochodu, a niezbędne mu są pieniądze na przeszczep szpiku bo inaczej umrze na białaczkę. W tej sytuacji nie pożądać Chevroleta bo Dekalog zabrania? Jako 10 latek wykopałem religię ze swojego życia bo uznałem ją za piramidę nonsensów.
Podsumowując, jako człowiek wolny od religii i innych zabobonów, żyję zgodnie z własnym rozsądkiem, zaś te elementy Dekalogu, z którymi – logicznie rzecz biorąc – się zgadzam to, przynajmniej w moim odczuciu, truizmy.
sobota, 22 maja 2010
czwartek, 22 kwietnia 2010
Znów religia
Tym, którzy mają ochotę głośno wypowiadać się krytycznie o religii często wytykany jest rzekomy nonsens publicznego udzielania się w tej kwestii. Praktycznie ze wszystkich stron: religiuszy, co jest oczywiste, agnostyków - w sumie też nie dziwota, ale i wreszcie samych ateistów, a gdyby nad tym podumać, można dojść do wniosku, że to tak naprawdę postateiści, słyszy się "Po co to robisz? Nie wierzysz to nie wierz sobie i siedź cicho, co ci daje, że się motasz?". Religia jako kult mitu, a więc marnowanie czasu, energii i innych dóbr na bzdurę jest stuprocentowym złem. Czy mówienie o wojnie w trakcie wojny jest bez sensu?
Zdecydowałem się na kolejny taki wpis dowiedziawszy się o następnym pomyśle fanatyków religijnych zasiadających w radzie miejskiej mojego miasteczka. Może najpierw cofnę się do poprzedniego projektu, sprzed miesiąca. Mamy już ulicę Jana Pawła II na drodze krajowej, rondo nazwane na jego cześć, obelisk mu poświęcony oraz liceum ogólnokształcące noszące jego imię. W marcu wypłynął z Urzędu Miejskiego nowy projekt: pomnik Jana Pawła II. "Bo trzeba kochać, bo santo subito". Niedawno ukończono budowę nowego ronda. Rozważana decyzja jaką nazwę mu nadać to rondo imienia księdza Jerzego Popiełuszki. Nie będę wobec usiłowań klerykalizacji mojego kraju siedział cicho.
Na zakończenie nawiążę jeszcze do fundamentu, opoki wiary religijnej. Bóg. Tym co najskuteczniej odstręcza ludzi od religii jest jej obrzędowość. Posłużmy się alegorią. Wyobraźmy sobie, że wyhodowałem rybki, które mają jakąś zdolność rozumowania i umówiony z nimi jestem, że cyklicznie spotykamy się. Polega to na tym, iż rozsiadam się wygodnie przed akwarium a one kłaniają mi się i bulgoczą na moją cześć. Kim wówczas byłbym? Obleśnym, nadętym bufonem. Dogmat przewidywałby przy tym, że te sztuki, które sprzeniewierzą się obowiązkowi regularnego składania mi hołdu odławiam i wrzucam do słoika z kwasem albo do wrz... nie - najlepiej do wody o temperaturze 40 stopni, żeby umierały w mękach. Znów - kim byłbym?
Zdecydowałem się na kolejny taki wpis dowiedziawszy się o następnym pomyśle fanatyków religijnych zasiadających w radzie miejskiej mojego miasteczka. Może najpierw cofnę się do poprzedniego projektu, sprzed miesiąca. Mamy już ulicę Jana Pawła II na drodze krajowej, rondo nazwane na jego cześć, obelisk mu poświęcony oraz liceum ogólnokształcące noszące jego imię. W marcu wypłynął z Urzędu Miejskiego nowy projekt: pomnik Jana Pawła II. "Bo trzeba kochać, bo santo subito". Niedawno ukończono budowę nowego ronda. Rozważana decyzja jaką nazwę mu nadać to rondo imienia księdza Jerzego Popiełuszki. Nie będę wobec usiłowań klerykalizacji mojego kraju siedział cicho.
Na zakończenie nawiążę jeszcze do fundamentu, opoki wiary religijnej. Bóg. Tym co najskuteczniej odstręcza ludzi od religii jest jej obrzędowość. Posłużmy się alegorią. Wyobraźmy sobie, że wyhodowałem rybki, które mają jakąś zdolność rozumowania i umówiony z nimi jestem, że cyklicznie spotykamy się. Polega to na tym, iż rozsiadam się wygodnie przed akwarium a one kłaniają mi się i bulgoczą na moją cześć. Kim wówczas byłbym? Obleśnym, nadętym bufonem. Dogmat przewidywałby przy tym, że te sztuki, które sprzeniewierzą się obowiązkowi regularnego składania mi hołdu odławiam i wrzucam do słoika z kwasem albo do wrz... nie - najlepiej do wody o temperaturze 40 stopni, żeby umierały w mękach. Znów - kim byłbym?
sobota, 27 lutego 2010
środa, 6 stycznia 2010
Dowody
A więc jednak są! Istnienie Boga właśnie zostało niezbicie udowodnione przez papieża Benedykta XVI. Tego samego, który przypominał, że piekło to całkowicie realne miejsce. Bomba atomowa to pikuś. Nie, nie Pan Pikuś.
środa, 23 grudnia 2009
wtorek, 8 grudnia 2009
18
Minęła właśnie osiemnasta rocznica powstania imperium medialnego Tadeusza Rydzyka. Z tej okazji odbyła się wielka uroczystość. Nawet nieco zastanawiające dlaczego tak hucznie, niczym okrągłą liczbę, świętowano akurat 18-lecie, chociaż, zwłaszcza w przypadku tego środowiska, każde wytłumaczenie, nawet tak trywialne i chybione w kontekście instytucji jak „pełnoletniość” jest możliwe. Jak się głębiej rzeczy przyjrzeć to przychodzi na myśl zupełnie niedawne przyznanie się dyrektora Radia Maryja do trudności finansowych i wzmożony apel na antenie o wsparcie pieniężne ze strony wiernych. Swoją drogą, podczas trwającego ostatnio tournée ojciec dyrektor odwiedził Kętrzyn, gdzie, zapewne nie jedyny raz, wypowiedział się w sprawie krzyży. Wracając do kwestii 18-lecia, ostatnimi czasy socjologowie, w komentarzach po tragedii "Newskiego Ekspresu" też coś mówili o symbolice liczby 18 u ludzi szczególnie mocno podkreślających swoją narodowość, ale to tylko dygresja.
Pierwszą głośną informacją na temat obchodów urodzin Radia Maryja była próba ocieplenia swojego wizerunku przez szefa rozgłośni. Reakcją ludzi spoza grona jego wielbicieli było lekkie zdziwienie. Jednak nie trzeba było długo czekać na powrót takiego Tadeusza Rydzyka jakiego znamy na co dzień.
Pierwszą głośną informacją na temat obchodów urodzin Radia Maryja była próba ocieplenia swojego wizerunku przez szefa rozgłośni. Reakcją ludzi spoza grona jego wielbicieli było lekkie zdziwienie. Jednak nie trzeba było długo czekać na powrót takiego Tadeusza Rydzyka jakiego znamy na co dzień.
niedziela, 6 grudnia 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)


